Z kim pracuję

Przychodnia ortopedyczna, gabinet psychoterapii, iluzjonista, studio wokalne, kosmetyki premium, doradztwo kredytowe. Każdy z tych projektów wymagał wejścia w nowy świat i nauczenia się języka, którym mówią ludzie po drugiej stronie.

Każdy projekt zaczynam od dwóch pytań: czego potrzebuje Twoja firmaczego szuka człowiek, który ma do Ciebie trafić. Bez odpowiedzi na oba nie siadam do pisania.

Poniżej kilka firm, z którymi pracuję; to nie pełna lista, to projekty, które najlepiej pokazują, co znaczy wejść w temat na poważnie.

Do SPORTO w Łodzi przyjeżdżają pacjenci z całej Polski, bo tu pracują specjaliści, do których trafia się z poważnymi problemami. Ortopedia, neurochirurgia, reumatologia, fizjoterapia pod jednym dachem.

Piszę o tym, dlaczego po pięćdziesiątce warto ćwiczyć propriocepcję – bo utrata równowagi zaczyna się cicho, a kończy upadkiem – i że ból promieniujący do nogi to czasem nie rwa kulszowa, tylko mięsień gruszkowaty. Ale piszę to do człowieka, który czuje, że ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nie do studenta fizjoterapii. Google treści o zdrowiu ocenia ostrzej niż cokolwiek innego – błąd w takim tekście może kogoś realnie kosztować. Każdy artykuł przechodzi weryfikację lekarzy bez uwag.

Gabinet psychoterapii w Warszawie. Najtrudniejszy rodzaj pisania, jaki znam.

Ktoś o trzeciej w nocy wpisuje w Google „co oznacza ciągłe rozdrażnienie u faceta”. To człowiek, który boi się odpowiedzi na własne pytanie. Mój tekst musi powiedzieć mu, że to może być symptom depresji, ale tak, żeby zadzwonił do gabinetu, zamiast stawiać sobie diagnozę na forum. Granica między rzetelną informacją a poradą medyczną jest tu cienka jak kartka papieru. Gabinet dostaje treść, za którą nie będzie się wstydzić. Pacjent dostaje odpowiedź, która go nie straszy, ale też nie bagatelizuje.

Dystrybutor kosmetyków premium. Niby e-commerce, ale przede wszystkim beauty advisor.

Klientka Focus on Beauty czyta składy, zna różnicę między ceramidami a peptydami i oczekuje treści, przy których ekspert pokiwa głową. Tu nie powstają teksty „jak malować rzęsy”. Tu piszemy o przyszłości komórek macierzystych w kosmetyce i o tym, czym naprawdę jest peeling fenolowy. W premium autorytet buduje się treścią, nie reklamą.

Dedykowane programy rozwojowe, wsparcie liderów i organizacji. Z daleka wygląda jak szkolenia B2B, a z bliska to zupełnie inny świat.

Czytelnik to dyrektor HR albo prezes – ktoś, kto wyłapuje pusty frazes, zanim skończy pierwsze zdanie. Pisać o founder mode albo ESG w HR tak, żeby ten człowiek poczuł, że autor rozumie temat, a nie że przeczytał trzy źródła i streszcza. Tekst musi trafiać w problemy, które ma na biurku, nie w hasła z konferencji.

Doradztwo kredytowe dla ludzi, którzy stoją przed jedną z największych decyzji finansowych w życiu. Ktoś, kto googluje „czy dostanę kredyt z umową zlecenie” i boi się, że odpowiedź brzmi „nie”.

WIBOR, marża, zdolność kredytowa – tematy, w których łatwo napisać tekst poprawny i jednocześnie kompletnie nieczytelny. Moja robota: żeby informacja była precyzyjna, ale żeby po przeczytaniu ktoś wiedział, o co pytać, zamiast bać się rozmowy z doradcą.

Studio wokalno-muzyczne w Łodzi. Lekcje śpiewu dla dzieci i dorosłych, praca z głosem i aparatem mowy.

Trzydziestolatka, która od lat marzy, żeby nauczyć się śpiewać, ale wstydzi się zacząć. Rodzic szukający czegoś więcej niż „zajęcia pozalekcyjne”. Menedżer, który chce mówić spokojnie, zamiast krzyczeć na zebraniach. Tekst musi powiedzieć tej trzydziestolatce: zawsze jest czas. Rodzicowi: tu Twoje dziecko dostanie coś na całe życie. Menedżerowi: siła głosu to nie krzyczenie. Jedno miejsce, trzy różne persony – każda musi znaleźć na stronie odpowiedź na swoją potrzebę.

Studio masażu i odnowy w Łodzi.

Jak przekonać menedżera, że chroniczny ból głowy wyleczy nie tabletka, tylko masaż? Jak powiedzieć mamie, która codziennie biega między szkołą, zakupami i domem, że zasługuje na godzinę dla siebie? Trzy persony, trzy zupełnie różne bariery. Suchy opis usługi nie przełamie żadnej z nich, trzeba „wejść w buty” klienta.

Polski system do planowania, controllingu i raportowania. Treści tak specjalistyczne, że piszą je ludzie, którzy ten produkt budowali.

Ale ekspert pisze dla siebie, a nie dla człowieka, który szuka rozwiązania. Dyrektor finansowy googluje „jak zautomatyzować budżetowanie”, nie „moduł konsolidacji danych w architekturze trójwarstwowej”. Moja rola: ułożyć słowa i wiedzę tak, żeby ten dyrektor znalazł odpowiedź w trzy kliknięcia.

Wyzwanie, które wziąłem właśnie dlatego, że wydawało się niemożliwe.

Jak trafić do event managera i przekonać go, że na jubileuszu dużej firmy pokaz iluzji nie będzie żenujący? Damian gra takie eventy. Ale naszym klientem jest też dyrektorka przedszkola szukająca kogoś na Mikołajki. I rodzice pana młodego, którzy chcą czegoś nietypowego na weselu. Trzy zupełnie różne osoby, trzy języki, minimalny wolumen wyszukiwań i bariera „magik, serio?”, którą trzeba przeskoczyć, zanim ktokolwiek kliknie.

Właśnie dlatego ten projekt jest tu ostatni, bo jeśli potrafię sprzedać iluzjonistę, to potrafię wejść w każdą branżę.

Porozmawiajmy

Każdy z tych projektów zaczynał się od rozmowy: kim jest Twój klient i czego szuka, zanim do Ciebie trafi. Jeśli chcesz sprawdzić, czy potrafię wejść w Twój świat – napisz do mnie: bartosz.latas@unue.pl